Wiem sam dobrze co się tnie na tej szosie
Po głosie innych idzie poznać – myślą o luksusie
Gdzieś chcą uciec, może tam, gdzie nie trzeba
Patrzeć jak wrasta, w nerwy wpędza ich bieda
A kto im da, jeśli chachmet im nie da?
Penga nie leci z nieba
Po kawał chleba trzeba ręce ujebać
Upierdol, proszę, teraz Polsko mnie doceń
Są zamulone te dni, lecz mam bezsenne noce
Raz – deszcz napierdala, że aż joint zgasł
Dwa – jest ze mną i rozumie mnie brat
Trzy – szacunek ludzi, respekt do łzy
Cztery – za krzywdy mych bliskich kosa w nery
Pięć – kocham życie, ostatnią deską nie jest rtęć
Sześć – sześć, sześć – farmazon, więc nie dam się zwieść
Siedem – nie Eden, jestem tu co psy jebie
Osiem – na następnym tracku poznasz mnie po głosie
Właśnie te osiem taktów sprawia, że oddycham
Od pętli do pętli lirykę wydycham
Wyobraźnię otwieram i w chuj się rozwijam

Dodaj komentarz